Czy pisanie pracy licencjackiej ma sens? To pytanie zadają sonie obecnie nie tylko studenci, ale i wykładowcy, którzy tracą niemal cały rok na seminaria. A te zazwyczaj wyglądają tak, a nie inaczej. Nie są to wykłady, nie są to również ćwiczenia, ponieważ zazwyczaj konwersatoria te polegają na czytaniu i komentowaniu zaistniałych fragmentów prac. Póki tych nie ma – seminaria są bezsensowne. Niekiedy promotorzy próbują zainspirować swoich studentów i prowadzą „normale”zajecia. Niezależnie od tego, semestr letni to nieustanne korekty i mobilziacja studentów, którzy nie wiedzą jak zabrać się do pracy.

Nie pięć lat, ale dwa plus trzy
Pomysł wprowadzenia systemu studiów 3+2 nie wszystkim się podoba. Choć założenie jest takie, że po trzech latach studiów każdy może zmienić kierunek na podobny, to w praktyce przyczynia się to do chaosu i skróconej nauki. Zamiast przydatnych zajęć, studenci piszą pracę, która de facto trakowana jest z przymrużeniem oka przez wykładowców, którzy albo nie mają czasu dla studentów z licencjatu, albo zdają sobie sprawę, że pisanie tej pracy jest jedynie formalnościa, którą należy „odhaczyć”.
Zmarnowany czas?
Pisanie prac licencjackich to temat, który staje się modny wraz z nadejściem drugiego semestru. Studenci, którzy do tej pory ledwo wymyścili tytuł pracy, nagle zdają sobie sprawę, że należałoby napisać więcej… Zaczyna się prawdziwe szaleństwo. Okazuje się, że wybrany temat jest tak niszowy, że nie ma bogatej bibliografii. Panika! Odbiera to wiele miesięcy normalnego skupienia na toku studiów, który kończy się obroną pracy. Wykładowcy oddychają z ulgą, gdy żegnają zadowolonych studentów. Gdy ktoś już wypłodził te paredziesiąt stron, może mieć pewność, że zda. Gorzej z tymi, którzy wciąż szukają swojego tematu…
Podział studiów na trzy lata licencjackie i dwa lata magisterskie wprowadza mętlik i "kradnie" czas studentow, dla których pisanie prac licencjackich to senny koszmar.
